niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 1


Wysiadam z samochodu, zapinając marynarkę. Przeniosę firmę bliżej i nie będę musiał dojeżdżać, aż godzinę. To naprawdę nie jest przyjemne. Zwłaszcza, kiedy kierowca ciągle hamuje.
Automatycznie kieruję wzrok na Travisa i karcę go. Nie zamierzam mieć foteli w swoim śniadaniu. Podziękuję.
Mężczyzna ma szczęście, że go lubię, bo inaczej już straciłby swoją pracę. Odjeżdża, a ja kieruję się do środka budynku. Już od progu witają mnie uśmiechnięte, choć zapewne kompletnie nie szczere, twarze moich pracowników. Kiwam tylko głową na dzień dobry. Tak jakby pracowali tutaj, bo muszą. Źle płacę? Chyba jednak nie. Za taką pensję to nigdzie nie znajdą pracy. Ale ich sprawa. Jak im się nie podoba, to droga wolna. Ściągam marynarkę i rzucam ją na brązową, skórzaną kanapę. Schodzę po stopniu, kierując się do stolika z whisky. Najpierw moja kochanka. Potem obiad. Wyciągam kryształową szklankę, przeznaczoną właśnie do tego alkoholu i napełniam ją odpowiednią ilością. Jedną ręką wkładam do kieszeni spodni i idę na taras za domem. Przynajmniej tu mam chwilę spokoju i ciszy. Opieram się o framugę drzwi i rozglądam po ogrodzie. Nie mam psa, to mój teren nie jest zniszczony. Mam co podziwiać. Przyjemnie wrócić z pracy i przyjść tutaj. W Miami zawsze jest ciepło, więc wszystko żyje swoim życiem. Zwłaszcza te piękne kwiaty. Wiele kolorów miesza się ze sobą tworząc idealną całość. Sprawiają, że jeśli raz się tu wyjdzie, nie ma ochoty się wychodzić.
Upijam łyk alkoholu. To która tutaj tak dba o to? Ktoś musi. Skanuje w myślach listę swoich pracowników. Cała obsługa w moim domu pracuje tylko do dwunastej. Chcę mieć wolny dom po powrocie z pracy. Wyjątkiem jest tylko kucharka. Ona tu mieszka. Ale Gabriell gotowała u nas, jak byłem dzieckiem. Więc tak jakby jest od zawsze. Nie przeszkadza mi, a przecież obiad ktoś zrobić musi dla tak dużej ilości osób. Nie to, żebym przejmował się moimi ludźmi. Nie pracownikami.
Wracam do domu, słysząc, że posiłek został podany. Odkładam szkło i zmierzam do jadalni. Na stole znajduje się już wielka, faszerowana kaczka.
- Liam - kiwam głową na przyjaciela, aby podszedł.
Umięśniony brunet odchodzi od ściany i wyjmuje słuchawkę z ucha.
- Co tam? - pyta.
- Kto zajmuje się ogrodem? Jak to kobieta, to przekaż jej, że jutro zjemy razem kolację. Tylko jeśli jest przed trzydziestką, ale chyba starszych nie zatrudniałem. Zresztą nie pamiętam - macham ręką. - Po prostu to sprawdź.
Kiwa głową, wyciągając telefon. Wiem, że potrzebuje tylko kilku minut, żeby wszystkiego się dowiedzieć.
Siadam do stołu i zaczynam jeść, świetnie przygotowany obiad. Czekam na informację. Muszę podziękować. A ja rzadko dziękuję. Po prostu ogród mi się podoba.
- Courtney Evans - słyszę przyjaciela, który zajmuje miejsce na przeciwko mnie.
- Świetnie. Wiesz, co robić. Częstuj się - mówię, dopijając drinka.
- Rezerwacja tam gdzie zawsze? - pyta, zerkając na mnie.
- Tak - kiwam głową. Zawsze wybieram Silence. Lubię ten lokal.
Muszę zapamiętać, że jutrzejszy wieczór mam zajęty. Nie lubię spóźniania się, dlatego sam nigdy tego nie robię. Będę musiał odwołać każde spotkanie jakie będzie mi proponowane. Cóż. Dam radę. Jestem ciekawy tej Courtney. Naprawdę jej nie pamiętam.
Możliwe, że nigdy w ogóle jej nie widziałem. Któryś z chłopaków ją widocznie zatrudnił.
- Jak ona wygląda? Ładna? - pytam Liama, kończąc jeść.
Pokazuję palcem na Abigail i dziewczyna w pośpiechu sprząta.
- Zależy co się komu podoba, ale nie powiem... - uśmiecha się, znacząco.
- Blondynka? Jak blondynka to nawet się nie fatyguję. Nie lubię blondynek - mruczę.
Mężczyzna wzdycha i znużony pokazuje mi swój telefon ze zdjęciem mojej pracowniczki.
No. To mi się podoba. Ładna brunetka o piwnych oczach. Uśmiechnięta. Takie kobiety lubię. W zasadzie to akurat jest dziewczyna. Tak, zdecydowanie mam zamiar zjeść z nią jutro kolację. Nie miałem pojęcia, że moim ogrodem zajmuje się ktoś taki. Musiała mieć wyczucie. Jest młoda, więc na pewno zna się na rzeczy.
***
Opieram się o samochód, podziwiając niebo. Taka tam ironia...Dziewczyna ma jeszcze pięć minut do dziewiętnastej. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Jest dokładnie 6:58, kiedy zauważam ją wychodzącą zza rogu. Ma na sobie niebieską sukienkę opinającą jej zgrabną talię. Ma długie, proste nogi. Jest śliczna. Mi się naprawdę nie wiele rzeczy podoba. Ale ona jak najbardziej.
- Panie Tomlinson... - staje przede mną z uśmiechem.
- Panno Evans - pochylam się i całuję jej dłoń.
Widzę po niej jak bardzo ciekawa jest powodu dla którego ją tu zaprosiłem. Przecież praktycznie nawet się nie znamy.
- Zapraszam – otwieram przed nią drzwi od restauracji.
Będzie musiała być cierpliwa. Trochę ją pomęczę.         
Wchodzi do środka i czeka aż kelner zaprowadzi nas do stolika.
Siadamy przy oknie, odizolowani od reszty klientów. Kelner nalewa do jej kieliszka wina.
- Dziękuję, ale nie będę piła - mówi powstrzymując mężczyznę od wypełniania naczynia przed nią.
Kelner kiwa głową. Podaje nam karty i odchodzi. Przyglądam jej się.
Skanuje wzrokiem swoje menu. Zauważam przy tym, że jej dłonie są bardzo zadbane pomimo pracy jaką wykonuje.
- Cos studiujesz? - pytam i tak, wiedząc co zamówię.
- Nie. Obecnie mam przerwę w nauce - odpowiada podnosząc na mnie wzrok.
- Dlaczego? Chyba, że są wakacje...Nie orientuję się za bardzo.
- Zostawiłam studia po pierwszym roku - tłumaczy i odkłada kartę z daniami.
- Dlaczego? - splatam palce zaciekawiony.
Wygląda na zdolną i chętną do pracy.
- Chciałabym najpierw dowiedzieć się z jakiego powodu złożył mi pan propozycję kolacji.
- Ponieważ chciałem ci podziękować - wyjaśniam.
Uśmiecha się szeroko, słysząc moje słowa.
- Cieszę się, że podoba się panu ogród.
- Jest cudowny - przytakuję.
Buzię ma śliczną. Trochę niewinną, ale bardzo mi się podoba. Wystarczy taka drobna pochwała, a jej oczy całe błyszczą radością. Zasłużyła na to.
Kelner podchodzi do nas i zbiera zamówienie. Po chwili znów zostajemy sami.
- To może jednak się napijesz? - pytam raz jeszcze.
- Jestem samochodem - posyła mi nieśmiały uśmiech.
- Mój kierowca może cię odwieźć. Ale nie nalegam. Więc czemu przerwałaś studia?
- Dom dziecka zapewniał pieniądze tylko przez pierwszy rok - mówi ciszej niż do tej pory.
- Courtney - zawieszam na chwilę głos. - Pracujesz u mnie za dosyć duże pieniądze. Nie starcza?
- Pracuję u pana od trzech miesięcy i.... Nie chcę o tym rozmawiać. To wygląda jakbym się skarżyła, a nie chcę tego robić, nie mam powodów.
- Wiesz, za tak piękny ogród zasługujesz na dobrą pensję. W następnym miesiącu dostaniesz więcej - mówię i biorę łyk wina. 
Nie mam problemu z wydawaniem pieniędzy. Zwłaszcza jeśli zarabiam je non stop. Co godzina. 
- Nie, panie Tomlinson, ja naprawdę nie... - cała robi się czerwona.
- Uspokój się. Dla mnie to nie problem. A teraz zmienimy temat - sugeruję, odstawiając kieliszek.
Kiwa głową zgadzając się i od razu, ponownie przywołuje na twarz uśmiech.
Kelner przynosi nasze jedzenie. Bardzo się cieszę, ze ta dziewczyna u mnie pracuje. Poprawiła mi nastrój. Jest szczera i otwarta. Zna się na tym co robi no i oczywiście jej uroda...Jestem zachwycony. Jest piękna jak mój ogród. Czyli cudowna.
Jej intelekt również robi wrażenie. Jest bystra i oczytana. Przez wieczór zauważam, że potrafi wypowiedzieć się na każdy temat.
Chciałbym ją widywać częściej. A nigdy tego nie robię. Muszę coś zmienić. Grafik. Albo jej albo swój. Tak. Zajmę się tym zaraz po powrocie do domu. Jej uśmiech może przecież częściej poprawiać mi nastrój. Jest tak bardzo pogodna.
- Dziękuję za miły wieczór - mówię, odprowadzając ją do auta.
- To ja dziękuję za zaproszenie - stajemy przy jej audi.  Marszczy brwi nie mogą  znaleźć kluczy w torebce, ale w końcu się udaje.
Odblokowuje samochód, a ja otwieram jej drzwi.
- Ładna sukienka - mruczę, przygryzając wargę.
Nie mogę się powstrzymać. Piękno kusi mnie od zawsze.
- Dziękuję - odpowiada wsiadając.
- Do zobaczenia - zamykam za nią drzwi.
Posyła mi jeszcze jeden uśmiech i odjeżdża.
Wracam do swojego samochodu zadowolony. To był udany wieczór. Zdecydowanie. Wsiadam do środka. Travis prowadzi.
Ulice o tej porze są dosyć zatłoczone, więc jesteśmy na miejscu dopiero dwie godziny później.
- Zahamuj jeszcze raz, a wylecisz przez szybę - otwieram oczy i szybko wysiadam.
Wchodzę do domu, sprawdzając telefon. Jak zwykle pełna poczta. Będę musiał się tym zająć. Ale to potem. Mam za dobry humor. Najpierw prysznic.
Zmierzam na górę po drodze, rozpinając swoją koszulę. Materiał rzucam na łóżko. Wchodzę do dużej łazienki. Będzie mi się dziś śniła. Zapewne w tej sukience. Albo nie. W brudnych od ziemi ogrodniczkach. Odgarniała by włosy brudnymi rękoma. Wyglądałaby uroczo. Uśmiecham się, wchodząc pod strumień wody. Piękna dziewczyna...  Opieram się o ścianę kabiny. Myślę, że jest wolna.  Musi być wolna, ale jeśli nie... No cóż...Czy jest coś czego ja nie mogę mieć? Już po raz kolejny dziś się przez nią uśmiecham. 
Wiedziałem, że będę o niej śnić. Budzę się właśnie z nią w głowie.  Szczerze nie spodziewałem się, że zrobiła na mnie aż takie wrażenie.  Zastanawiam się czy iść do pracy. Jeśli zostanę, może się spotkamy. Chciałbym. Kończę kawę nadal niezdecydowany.  Nie chcę nalegać. Nie chcę być nachalny. W zasadzie zawsze jest tak, że kobiety lecą do mnie. Nie ja do nich.
Pojadę, ale po prostu później. To będzie najlepsze rozwiązanie.  Odstawiam białą filiżankę i biorę telefon. Dzwonię do sekretarki. Chcę przełożyć spotkania.  Nie interesuje mnie ze komuś popsuje tym plany. To oni mają się dostosować.  Przeżyją.  Ja na tym nie stracę. Zarabiam tysiące co godzinę. Naprawdę to nie jest wielki problem. A jeśli by był to moi ludzie są chętni do pracy. Lubią używać broni. 
Courtney przychodzi punkt ósma. Przybijam sobie w myślach piątkę widząc ją w ogrodniczkach.
- Dzień dobry - podnoszę się z wygodnej kanapy.
Pilot odkładam na szklany stolik.
- Pan Tomlinson - uśmiecha się - Dzień dobry.
- Jak nastrój? - lustruję ją wzrokiem jeszcze raz. Ach te ogrodniczki..
- W porządku, a pana?
- Teraz bardzo dobry. Już ci nie przeszkadzam - otwieram drzwi od tarasu.
Bierze swoją skrzynkę i wymija mnie znikając w ogrodzie.  Podchodzę do okna. Obserwuję jak przygotowuje się do pracy. Chyba to lubi. Tak mi się wydaje. Orientuję się, że ona mówi do tych roślin. Do każdej z nich kieruje ciepłe słowa, cały czas się przy tym uśmiechając.  Czy ona może rozpogodzić moje życie? Wnieść więcej szczęścia? Nie jestem łatwym człowiekiem. Nie mam serca. To prawda. Nie znam litości. Nie współczuję. Ale chcę tylko trochę szczęścia. Nie chcę pieniędzy.

Jakby w odpowiedzi znów słyszę jej pogodny, melodyjny śmiech. Doprawdy nie wiem jak w takiej małej istocie może być tyle pogody ducha.
~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Witajcie. To pierwszy rozdział, który jest wprowadzeniem. W następnym czas przyśpieszy się i pół roku. To opowiadanie będzie raczej spokojne, może czasem śmieszne, czasem wzruszające. Mam nadzieję, że uda nam się przedstawić to, co mamy w głowie w odpowiedni sposób.Mogą znajdować się błędy, przepraszam, ale nie jestem w stanie wyłapać wszystkiego z kopiowanego tekstu z komunikatora. Zostawcie opinie xxA to, jeśli ktoś jeszcze nie widział:


13 komentarzy:

  1. Świetnie.
    Kocham twoje opowiadania, a to jest kolejne do kolekcji. Zapowiada się kusząco i ciekawie. @x93niallx

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuper,bardzo mi sie to podoba j tak dobrze sie czyta aww,czekam na kolejny ;) @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wprowadzenie 😊
    Już czekam na następny
    Chciałabym zobaczyć ten ogród xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne opowiadanie. Czekam na dalsze części, bo zapowiada się naprawdę nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aswdychcfg jeju,dziewczyno,to jest cudowne!! <3
    Louis taki ahdf,kurde,on jest słodki! ^_^ <3
    Weny życzę i czekam na kolejny rozdział ^_^.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham Twoje opowiadania.Czyta się przyjemnie. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Suuuper... Bardzo mi się podoba. Jestem strasznie ciekawa co wydarzy się dalej pomiędzy Louisem i Courtney. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudo,czekam na kolejne:)
    ( @ohhhmyhazz )

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny! ♥
    @eclipsedelunaPL xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy rozdział jest świetny! To opowiadanie zapwiada się genialnie! Louis w całkiem nowym wcieleniu! W 365 days taki poukładany, a tutaj...jest troszkę inny. Ale to miło z jego strony, że zaprosił Courtney na kolację. Miło z jego strony. Swoją drogą bardzo ją polubiłam. To dobrze, bo zwykle główne bohaterki są takie mdłe. Szczerze jak na razie bardziej wolę Courtney od Lullaby.
    Poza tym jako Courtney wzięłaś tą aktorkę, która gra w The Originals ( nie wiem, jak ona się nazywa xd ). Pierwszy raz spotkałam się z nią w opowiadaniu.
    Na pewno będę czytać, nawet poleciłam ten blog swojej znajomej!
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiada się wspaniale!
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
    /@zosia_official

    OdpowiedzUsuń